sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział I

                         "Wca­le nie trze­ba umierać, żeby zacząć no­we życie."


Obudziło mnie stukanie kropel porannego deszczu. Pomimo, że ta pora roku nie rozpieszcza ludzi: depresje, chandry, złe samopoczucie i nie wiadomo co jeszcze, to ja uwielbiam jesień. Tak, tą ponurą jesień. Kiedy inni biegną z parasolkami, aby jak najszybciej znaleźć sie w domu, w cieple, z kubkiem herbaty w ręku i z ulubionymi kapciami na nogach, ja lubię spacerować po kolorowych parkach. Żadna pora roku nie daje nam tylu ciepłych barw. Zawsze mnie zastanawia dlaczego skoro jest to zimna pora roku, otaczają ja ciepłe barwy. Na to pytanie nie znajdę odpowiedzi.
Wstałam z łóżka. Stanęłam przy lustrze i zobaczyłam prawdziwa siebie. Tą, która nie musi nic udawać. Tą Ann. Uśmiechnęłam sie.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i w progu ujrzałam moich Kochanych Dziadków.
-Hej! A co wy tu robicie? - Zaprosiłam ich do środka, witając się.
-Chciałaś tak bez pożegnania nam uciec? - Zaśmiał się dziadek.
-Oczywiście, że nie. Co tam macie w tych torbach. - zapytałam
-A to taki mały prowiant na drogę.
-Ja tam będę leciała 2 godziny, nie miesiąc. - odpowiedziałam, po tym jak zobaczyłam 2 wielkie torby jedzenia.
-Jak zalecisz, będziecie mieli co jeść, wiesz, że Felix uwielbia moje jedzenie.
-No tak z tym muszę się zgodzić.
-A ty tak lecisz? - Zaśmiał się dziadek.
Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie jeszcze piżamy. Włosy, jak zwykle każdy w inna stronę. Cała ja.
-O Matko. Nie zdążę. - zaczęłam panikować i biegać po całym mieszkaniu.
-Zdążysz, zdążysz. Idź szybko się ubrać.
Gdy już wyglądałam, jak przykazano trzeba było zbierać sie na lotnisko. Wsiedliśmy do samochodu. Na szczęście Warszawa jeszcze nie była zakorkowana więc udało nam sie szybko dojechać na miejsce.
Przyszedł czas pożegnania.
Zaszkliły mi się oczy.
-Przecież nie wyjeżdzasz na koniec świata.
-Wiem, ale będę tak bardzo tęsknić.
-Przyjeżdżaj często do nas.
-Obiecuję, jak mogłoby być inaczej.
-No leć już, bo się spóźnisz.
-Niedługo widzimy sie z powrotem. Kocham was.
-My ciebie też.
Po mocnych tuleniach, wzięłam bagaże i ruszyłam na odprawę. Wszystko poszło sprawnie. Już
godzinę pózniej siedziałam w samolocie. Wyjąłam iPoda i słuchawki. Włączyłam Playliste swoich ulubionych piosenek. Samolot zaczął sie wzbijać w górę. Oderwaliśmy się od ziemi. Od mojej kochanej Warszawy, Polski. Zostawiając tu swoich bliskich, leciałam by zacząć nowe życie, w nowym kraju, w nowym mieście, innej kulturze, przy innych ludziach, mówiących w innym języku.
Wszystko tam będzie inne. A dokładnie jakie? No właśnie tego jeszcze nie wiem.



Hej :*
No to mamy 1 :) Jak Wam się podoba?
Prosimy wszystkich o komentarze, których jest mało. Przyznamy szczerze, że trochę, po ilości komentarzy, straciłyśmy wiarę w dalsze prowadzenie bloga. OK ale to dopiero początki, więc zawsze jest trudno.
Jeśli nasza historia Wam się podoba, prosimy o reklamę bloga, gdyż jest to nasz debiut :)
Następny rozdział powinien być ciekawszy, może coś się wydarzy? Ale nie zdradzamy.  :P. :)
Więcej dowiecie się w następny weekend.
Do następnego! :*


PS. Polska wygrała z. Norwegią 3-0. Jak na razie dobry początek. Ale nie nastawiamy się na same zwycięstwa lepiej być miłe zaskoczonym, niż rozczarowanym. :)

Pozdrawiamy Reus & Lewa






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz