"Miłość to sytuacja, w której dwoje ludzi spotyka się całkiem przypadkiem, a tak naprawdę czekali na siebie całe życie"
Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo interesująco. Felix kupił 3 bilety na mecz tutejszego klubu. Na początku jakoś nie byłam z tego powodu zadowolona. Nigdy nie interesowała mnie piłka nożna, 22 facetów na boisku, biegających za piłką. Co w tym fajnego. Jednak po długich namowach ze strony Felixa i Cathy uległam im. Kto wie może mi się spodoba. Już nawet trochę wiem o tym klubie. Ku mojej radości występuje tu 3 Polaków.
Zaczesałam włosy w niesforny kok i zeszłam do kuchni. Moje zaskoczenie było ogromne, gdy zobaczyłam gotowe śniadanie na stole i Felixa. Odkąd tu jestem, czyli jakiś miesiąc, on nigdy nie przygotowywał śniadania. Zazwyczaj to ja razem z Cathy spędzałyśmy czas w kuchni.
-O dobrze, że wstałaś. Przygotowałem dla nas śniadanie.
-Jakieś święto, czy jak? - zapytałam zaskoczona, siadając na krześle
-Żadne święto. Postanowiłem zrobić śniadanie mojej kochanej przyjaciółce. Kawa czy herbata?
-Kawę poproszę.
Podczas, gdy Felix przyrządzał kawę ja spoglądałam to na niego, to na stół nie mogąc powstrzymać śmiechu. To była niezwykła chwila.
-Smacznego.
Kiedy konsumowaliśmy śniadanie, cały czas czułam na sobie wzrok przyjaciela. Czułam się niezręcznie. Wcześniej było inaczej. Wydaję mi się, że Felix coś przed mną ukrywa.
-Gdzie siostrzyczka? - dostrzegłam, że nie ma z nami Cathy
-Zadzwonili do niej z pracy, podobno jakaś pilna sprawa, ale niedługo powinna być.
Chcąc odwdzięczyć się Felixowi za przygotowanie śniadania, wzięłam się za sprzątanie. Jednak on mi nie pozwolił.
-Dziękuje. Powinieneś częściej przygotowywać śniadania.
-Cieszę się.
Skierowałam się do pokoju. Wychodząc z kuchni usłyszałam ciche słowa Felixa:
"Cieszę się, że mogliśmy sami zjeść śniadanie."
Ubierając się, wciąż w głowie obijały mi się jego słowa. "Sami"? Niedawało mi to spokoju. Może jednak Kasia miała rację, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Nie, wyobrażam sobie niewiadomo co, przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc mógł tak powiedzieć. Naszą przyjaźń nic, nigdy nie rozłączy. Na zawsze...kiedy wzgórza staną się płaskie a rzeki wyschną, kiedy błyskawice pojawią się zimą, kiedy śnieg spadnie, nawet wtedy nic nas nie rozdzieli, będziemy przyjaciółmi do końca swiata i o jeden dzień dłużej. Tylko przyjaciółmi, a jeśli on bedzie chciał czegoś więcej?
Zajęliśmy swoje miejsca. Na murawie rozgrzewali się piłkarze. Kibice śpiewali, machali żółto-czarnymi flagami. Niesamowite, że sport może łączyć ludzi. Na codzień wszyscy się spieszą, nie mają na nic czasu, czasu dla swoich myśli. Zawsze powtarzam, że warto się zatrzymać. Teraz, dzień meczu, wszyscy zbierają się w jednym miejscu, dopingują swoją drużynę... Ten stadion dla prawdziwych kibiców to dom, kibice to rodzina, są ich tysiące.
Borussia Dortmund zmierzy się z Bayernem Monachium. Jak wytłumaczył mi Felix, jest to największy rywal tego klubu.
Kiedy piłkarze obu drużyn pojawili się na murawie stadion oszalał, kibice oszaleli. W pierwszej połowie nic się nie działo. Atakowali piłkarze obu drużyn, raz Borussia, raz Bayern. Powiem szczerze, że spodobało mi się to. Piłka, piłkarze, rywale, kibice i emocje...emocje, które w tym momencie władały wszystkimi.
Druga połowa należała do Dortmundu. Szybka akcja, podanie...strzał. Kibice nie posiadali się z radości. Nie słyszałam swoich myśli. Gooooooool, goooool, goool.
"Roooooooooobert" krzyczał komentator, "Lewandowski" wrzasnęli kibice. Już wiedziałam kto strzelił. Polak. Poczułam niesamowitą dumę, z tego że ja też jestem Polką, że właśnie teraz Polak strzelił gola. I znowu strzał. Niewiarygodne co tutaj się dzieje. "Marioooooo". "Götze". Znowu wrzask na stadionie. Wrzask radości, szczęścia, podekscytowania. Koniec meczu. Satysfakcja wsród kibiców, triumf wsród piłkarzy.
Zimny jesienny wieczór w całym Dortmundzie zamienił się w gorący wieczór. Wieczór zwyiężony...
Wyjrzałam przez okno. Mimo jesieni pogoda była piękna. Felix i Cathy byli w pracy. Nie chcąc spędzić całego dnia w domu, założyłam kurtkę, wzięłam telefon i wyszłam na spacer. Uwielbiałam momenty, kiedy mogłam spacerować, z muzyką rozbrzmiewającą w słuchawkach, sama, sama ze swoimi myślami. Słoneczne południe zmieniło się w chłodne i wietrzne. Postanowiłam wejść do kawiarni. Przy barze nie ma nikogo. Obsługuje mnie wysoki blondyn z sympatycznym wyrazem twarzy. Zamawiam ulubioną kawę, płacę i wchodzę na piętro, aby znaleźć odpowiednie miejsce. Pewnym krokiem zmierzam do stolika przy jednymi dużych okien z widokiem na ulicę. Nagle ktoś na mnie wpada.
-Przepraszam bardzo nic się pani nie stało?
Nieznajomy, sięgnął po husteczki, chcąc wytrzeć moją kurtkę oblaną kawą.
-Wszystko w porządku. Dziękuje, to tylko kurtka.
-Przepraszam, łamaga ze mnie.
Podniosłam wzrok na chłopaka, ponieważ jest przystojny, odruchowo się uśmiechnęłam.
-Chodź do stolika. A ja zamówię drugą kawę i ciacho na przeprosiny.
Kiedy chłopak szedł po zamówienie, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. Brunet, średniego wzrostu, ubrany w czarną bluzę, dżinsy. Na głowie Full cap. Wydaje się znajomy, jakbym już gdzieś go widziała. Może, gdy spacerowałam, sama nie wiem.
-Już jestem. - brunet wyrwał mnie z zamyślenia. - Mam nadzieję, że trafiłem z kawą?
-Nie wiem skąd wiedziałeś, ale to moja ulubiona.
Uśmiechnął się. "Jaki cudowny uśmiech" pomyślałam.
-Czego słuchałaś podczas zderzenia?
-Bruno Mars. "When I was your Man" moja ulubiona, zawsze przy niej odpływam.
-Co za zbieg okoliczności. Ja też jej słuchałem i też jest moją ulubioną.
"Boże, autentyczne ciacho, i te oczy" "Przestań dziewczyno." Skarciłam się w myślach.
-Przepraszam, że pytam, ale masz inny akcent? Nie jesteś Niemką prawda?
-Nie, jestem Polką. Przyjechałam tu jakiś miesiąc temu. A wogóle to jestem Ann.
-Ann, piękne imię. Ja jestem Mario.
Oblewam się rumieńcem.
-Chwila, masz na imię Ann, jesteś z Polski? Hmm. Bo wiesz pomyliłem walizkę na lotnisku i...
-Ja też pomyliłam walizkę.
-Niewiarygodne, że przez miesiąc na lotnisku nie umieli załatwić tej sprawy a teraz wszystko się wyjaśniło.
Poznałam go dzisiaj, a rozmawialiśmy jakbyśmy byli przyjaciółmi wiele lat. Opowiedziałam mu o sobie. Mario, jednak na razie nie chciał opowiedzieć o sobie, bo jak powiedział będziemy mieli okazję, aby spotkać się drugi raz.
-Późno się zrobiło. Będę się zbierała.
-Odwiozę Cię. Najpierw pojedziemy do mnie po walizkę, a potem ja wezmę swoją od ciebie.
Zgodziłam się.
Mario zapraszał mnie do swojego domu, jednak ja nie chciałam, praktycznie się nie znamy. Był straszny korek. W radiu zaczęła lecieć piosenka "When I was your Man". Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
Pół godziny pózniej byliśmy w naszym mieszkaniu. Mario wniósł moją walizkę, ja oddałam mu jego.
-Będę leciał. Mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy. Dasz mi swój numer?
-Jasne.
-Do zobaczenia, Ann!
-Pa Mario!
Chłopak wyszedł. Usłyszałam dźwięk telefonu. Mario: "Dziękuje za mile spędzone popołudnie. Czekam na następne spotkanie."
Usiadłam na kanapie wspominając dziesiejszy dzień...Wspaniały dzień.
W końcu dłuższy rozdział i jakaś akcja.
Spotkanie z Mario...ale czy to spotkanie z tym Mario, piłkarzem? Jak myślicie?
Czekamy na opinie i komentarze.
Pozdrawiamy :**
Reus & Lewa
Ucisz mnie pocałunkiem... ♥
niedziela, 2 lutego 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział II
"Never give up"
Właśnie wylądowałam w Niemczech. Teraz, gdy już za późno na odwrót, poczułam wątpliwości. Jednak może mi sie tu ułoży, może odnajdę tutaj szczęście, miłość. No właśnie, dlaczego jest ona taka ważna? Daje nam poczucie bezpieczeństwa? Mam przyjaciół, którzy tez dają minio poczucie, jednak pragnę tej miłości jak z filmu,prawdziwej, tej, która nie skończy się nigdy, której nic nie będzie w stanie złamać. Przed wylotem rozmawiałam ze znajomą, jeszcze z czasów gimnazjum. Cały czas mam w głowie to co mi powiedziała. "Pamiętaj, przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Prędzej czy pózniej, któreś z Was będzie chciało czegoś więcej." Kogo miała na myśli? Oczywiście mnie i Felixa. Wyśmiałam ją. Jesteśmy, przecież prawdziwymi przyjaciółmi. Jednak jej słowa nie dają mi spokoju. Jak będzie? Tego na razie nikt nie wie.
Usłyszałam dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Felixa.
-Halo?
-Hej. Jak tam? My już czekamy na ciebie.
-Już odebrałam walizkę i zmierzam do wyjścia. Do zobaczenia Mordy.
-Pa.
Wzięłam walizkę i ruszyłam do przyjaciół. Spostrzegłam ich. No tak, oni zawsze muszą coś odwalić. Przy wszystkich ludziach na lotnisku włączyli muzykę na telefonie i tańczyli. Zaczęłam sie śmiać.
-Głupki wy moje kochane. - krzyknęłam, wciąż sie śmiejąc.
Odwrócili sie w moją stronę i ruszyli do mnie biegiem.
-No nareszcie. - Wyszczerzyli się.
Po długich witaniach, całusach, tuleniach i wszystkiego na raz od początku, skierowaliśmy sie do wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu.
Droga zajęła na jakieś 20 minut. Zabraliśmy torby z bagażnika i weszliśmy do domu.
-No to teraz dawaj mi jedzenie. - podbiegł do mnie Felix z bananem na twarzy.
Otworzyłam walizkę.
-Ej, coś tu jest nie tak.
-Co się stało? - podeszła do nas Cathy
-To nie moja walizka. - oznajmiłam jednoczśesnie zawiedziona i rozgoryczona.
-Jak to? A co z moim jedzeniem? - zawył zawiedziony Felix.
-Pewnie, jedzenie najważniejsze. Człowieku, tam były moje bransoletki, które Ann kupiła mi w Warszawie.
Podczas, gdy ci kłócili sie co jest ważniejsze bransoleta Cathy czy jedzenie Felixa, ja zastanawiałam się jak to się mogło stać i co teraz mam zrobić.
-Przestańcie. Lepiej mi pomóżcie.
Felix zaczął wywalać z niej wszystkie rzeczy.
-Co ty robisz? - spojrzałam zdziwiona
-Szukam jakichś dokumentów. Może znajdziemy coś, co pozwoli nam odszukać właściciela tej walizki. I niech tylko spróbuje zjeść moje jedzenie a nie wiem co mu zrobię.
Uwielbiam go. Te jego poczucie humoru zawsze sprawiało, że nawet w trudnych sytuacjach udawało mu się mnie rozmieszyc.
-I co masz coś? - zapytała Cathy
-Nic. Co za dureń z niego. - mówił zdesperowany Felix
-Świetnie. - odpowiedziałam sarkastycznie
Nadszedł wieczór. W sprawie walizki nic jeszcze nie wiedziałam. Zgłosiłam na lotnisko pomylenie walizek.
W tym samym czasie
-Patrz mam jakieś dokumenty. - powiedział blondyn
-I co? - zapytałem
-Niejaka Ann dos Santos Aveiro ukończyła studia na Uniwersytecie Warszawskim
-Czekaj, czekaj. Pokaz mi to.
Przeczytałem dokument, który znalazł mój przyjaciel w walizce.
-Te nazwisko. Jakieś takie popularne jest.
-Oj tam, oj tam. Zdaje ci się. - burknął Marco
-Możliwe.
-Mario, nie wierzę! - krzyknął podekscytowany Marco
-Co tam za skarby odnalazłeś?
-Tyle jedzenia!
-Tyle wygrać! - ruszyłem prosto do Marco, który trzymał pełno smakołyków.
-Ej, gdzie, znalezione nie kradzione. - Śmiał się Marco i zaczął uciekać.
-Podziel się posiłkiem. - goniłem go po całym mieszkaniu.
-Polskie jedzenie, to lubię.
Najedzeni jak nigdy, usiedliśmy przed TV i graliśmy w Fifę.
-Muszę sie zbierać, późno się zrobiło. Widzimy się jutro na treningu. Narazie przyjacielu.
-Do jutra! - krzyknąłem i usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
Wziąłem do ręki laptopa i otworzyłem przeglądarkę google. Wpisałem wcześniej wspomniane nazwisko. No tak...Cristiano Ronaldo. Wiedziałem, ze skądś znam. Ale...coś mi sie tu niezgadzało. Postanowiłem nie zaprzątać sobie tym już dzisiaj głowy. Jutro wypytam się na treningu Sahina. On, przecież sie z nim zna.
Rano sprawdziłam pocztę. Nic, żadnego odzewu z lotniska. Niezły początek. Miałam tam wszystkie dokumenty ukończenia szkoły.
Ruszyłam do kuchni. Wszyscy jeszcze spali. Wypiłam szklankę wody z cytryną. Taki mój ranny nawyk. Założyłam sportowe ciuchy i wyszłam pobiegać. Nie ma nic lepszego niżporanny jogging.
W tym samym czasie stadion w Dortmundzie
Ten Klopp nie ma dla nas sumienia. 7 rano obowiązkowy trening. Z ledwością wstałem z łóżka. Zaspany ubrałem się, wziąłem torbę treningową i pojechałem na stadion. Akurat kiedy parkowałem przyjechał Sahin.
-Cześć Nuri!- krzyknąłem do klubowego kolegi
-Hej Mario. Co tam u ciebie słychać? Jak ci podróż minęła? - zadawał tysiące pytań naraz Nuri
-podróż dobrze, gorzej z walizka. Ktoś mial taką samą jak ja i zamieniliśmy się...
Wyjaśniłem wszystko Nuriemu.
-Ty przecież znałeś Ronaldo. On ma jakaś bliską osobę o imieniu Ann, mieszkająca w Warszawie. - Kontynuowałem rozmowę.
-Przepraszam Mario, bardzo chciałbym ci pomóc, ale niestety Cris nie opowiadał o swojej rodzinie. Podejrzewam jedynie, że skrywa jakąś tajemnice. Więcej nie wiem.
-No nic, zgłosiłem to na lotnisko, może wyjaśnią tą sprawę.
Zaszliśmy do szatni. Chłopaki już tam byli. Przywitałem sięe z każdym i ruszyliśmy do Kloppa.
-Hej, Pszczółki wy moje. Widzę, że wyspani, wypoczęci i chętni do treningu. 10 kółek na początek. Już ruszać sie szybciej...
Na stadionie słychać było marudzenie piłkarzy, jednak aby nie narażać swojego miejsca w składzie każdy dawał z siebie 100%.
2 rozdział. Takie byle co.
Mamy nadzieję, że się podoba.
Liczymy na komentarze!
Niedługo powinien pojawić się następny rozdział.
Pozdrawiamy. :**
Reus & Lewa
Właśnie wylądowałam w Niemczech. Teraz, gdy już za późno na odwrót, poczułam wątpliwości. Jednak może mi sie tu ułoży, może odnajdę tutaj szczęście, miłość. No właśnie, dlaczego jest ona taka ważna? Daje nam poczucie bezpieczeństwa? Mam przyjaciół, którzy tez dają minio poczucie, jednak pragnę tej miłości jak z filmu,prawdziwej, tej, która nie skończy się nigdy, której nic nie będzie w stanie złamać. Przed wylotem rozmawiałam ze znajomą, jeszcze z czasów gimnazjum. Cały czas mam w głowie to co mi powiedziała. "Pamiętaj, przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Prędzej czy pózniej, któreś z Was będzie chciało czegoś więcej." Kogo miała na myśli? Oczywiście mnie i Felixa. Wyśmiałam ją. Jesteśmy, przecież prawdziwymi przyjaciółmi. Jednak jej słowa nie dają mi spokoju. Jak będzie? Tego na razie nikt nie wie.
Usłyszałam dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Felixa.
-Halo?
-Hej. Jak tam? My już czekamy na ciebie.
-Już odebrałam walizkę i zmierzam do wyjścia. Do zobaczenia Mordy.
-Pa.
Wzięłam walizkę i ruszyłam do przyjaciół. Spostrzegłam ich. No tak, oni zawsze muszą coś odwalić. Przy wszystkich ludziach na lotnisku włączyli muzykę na telefonie i tańczyli. Zaczęłam sie śmiać.
-Głupki wy moje kochane. - krzyknęłam, wciąż sie śmiejąc.
Odwrócili sie w moją stronę i ruszyli do mnie biegiem.
-No nareszcie. - Wyszczerzyli się.
Po długich witaniach, całusach, tuleniach i wszystkiego na raz od początku, skierowaliśmy sie do wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu.
Droga zajęła na jakieś 20 minut. Zabraliśmy torby z bagażnika i weszliśmy do domu.
-No to teraz dawaj mi jedzenie. - podbiegł do mnie Felix z bananem na twarzy.
Otworzyłam walizkę.
-Ej, coś tu jest nie tak.
-Co się stało? - podeszła do nas Cathy
-To nie moja walizka. - oznajmiłam jednoczśesnie zawiedziona i rozgoryczona.
-Jak to? A co z moim jedzeniem? - zawył zawiedziony Felix.
-Pewnie, jedzenie najważniejsze. Człowieku, tam były moje bransoletki, które Ann kupiła mi w Warszawie.
Podczas, gdy ci kłócili sie co jest ważniejsze bransoleta Cathy czy jedzenie Felixa, ja zastanawiałam się jak to się mogło stać i co teraz mam zrobić.
-Przestańcie. Lepiej mi pomóżcie.
Felix zaczął wywalać z niej wszystkie rzeczy.
-Co ty robisz? - spojrzałam zdziwiona
-Szukam jakichś dokumentów. Może znajdziemy coś, co pozwoli nam odszukać właściciela tej walizki. I niech tylko spróbuje zjeść moje jedzenie a nie wiem co mu zrobię.
Uwielbiam go. Te jego poczucie humoru zawsze sprawiało, że nawet w trudnych sytuacjach udawało mu się mnie rozmieszyc.
-I co masz coś? - zapytała Cathy
-Nic. Co za dureń z niego. - mówił zdesperowany Felix
-Świetnie. - odpowiedziałam sarkastycznie
Nadszedł wieczór. W sprawie walizki nic jeszcze nie wiedziałam. Zgłosiłam na lotnisko pomylenie walizek.
W tym samym czasie
-Patrz mam jakieś dokumenty. - powiedział blondyn
-I co? - zapytałem
-Niejaka Ann dos Santos Aveiro ukończyła studia na Uniwersytecie Warszawskim
-Czekaj, czekaj. Pokaz mi to.
Przeczytałem dokument, który znalazł mój przyjaciel w walizce.
-Te nazwisko. Jakieś takie popularne jest.
-Oj tam, oj tam. Zdaje ci się. - burknął Marco
-Możliwe.
-Mario, nie wierzę! - krzyknął podekscytowany Marco
-Co tam za skarby odnalazłeś?
-Tyle jedzenia!
-Tyle wygrać! - ruszyłem prosto do Marco, który trzymał pełno smakołyków.
-Ej, gdzie, znalezione nie kradzione. - Śmiał się Marco i zaczął uciekać.
-Podziel się posiłkiem. - goniłem go po całym mieszkaniu.
-Polskie jedzenie, to lubię.
Najedzeni jak nigdy, usiedliśmy przed TV i graliśmy w Fifę.
-Muszę sie zbierać, późno się zrobiło. Widzimy się jutro na treningu. Narazie przyjacielu.
-Do jutra! - krzyknąłem i usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
Wziąłem do ręki laptopa i otworzyłem przeglądarkę google. Wpisałem wcześniej wspomniane nazwisko. No tak...Cristiano Ronaldo. Wiedziałem, ze skądś znam. Ale...coś mi sie tu niezgadzało. Postanowiłem nie zaprzątać sobie tym już dzisiaj głowy. Jutro wypytam się na treningu Sahina. On, przecież sie z nim zna.
Rano sprawdziłam pocztę. Nic, żadnego odzewu z lotniska. Niezły początek. Miałam tam wszystkie dokumenty ukończenia szkoły.
Ruszyłam do kuchni. Wszyscy jeszcze spali. Wypiłam szklankę wody z cytryną. Taki mój ranny nawyk. Założyłam sportowe ciuchy i wyszłam pobiegać. Nie ma nic lepszego niżporanny jogging.
W tym samym czasie stadion w Dortmundzie
Ten Klopp nie ma dla nas sumienia. 7 rano obowiązkowy trening. Z ledwością wstałem z łóżka. Zaspany ubrałem się, wziąłem torbę treningową i pojechałem na stadion. Akurat kiedy parkowałem przyjechał Sahin.
-Cześć Nuri!- krzyknąłem do klubowego kolegi
-Hej Mario. Co tam u ciebie słychać? Jak ci podróż minęła? - zadawał tysiące pytań naraz Nuri
-podróż dobrze, gorzej z walizka. Ktoś mial taką samą jak ja i zamieniliśmy się...
Wyjaśniłem wszystko Nuriemu.
-Ty przecież znałeś Ronaldo. On ma jakaś bliską osobę o imieniu Ann, mieszkająca w Warszawie. - Kontynuowałem rozmowę.
-Przepraszam Mario, bardzo chciałbym ci pomóc, ale niestety Cris nie opowiadał o swojej rodzinie. Podejrzewam jedynie, że skrywa jakąś tajemnice. Więcej nie wiem.
-No nic, zgłosiłem to na lotnisko, może wyjaśnią tą sprawę.
Zaszliśmy do szatni. Chłopaki już tam byli. Przywitałem sięe z każdym i ruszyliśmy do Kloppa.
-Hej, Pszczółki wy moje. Widzę, że wyspani, wypoczęci i chętni do treningu. 10 kółek na początek. Już ruszać sie szybciej...
Na stadionie słychać było marudzenie piłkarzy, jednak aby nie narażać swojego miejsca w składzie każdy dawał z siebie 100%.
2 rozdział. Takie byle co.
Mamy nadzieję, że się podoba.
Liczymy na komentarze!
Niedługo powinien pojawić się następny rozdział.
Pozdrawiamy. :**
Reus & Lewa
środa, 22 stycznia 2014
Informacja
Witamy!
Ku naszej rozpaczy z powodu, braku jakichkolwiek komentarzy, chcemy się Was zapytać czy wogóle podoba Wam się nasza historia, czy warto dalej pisać?
Wiemy, że to są początki, ale mimo wszystko nawet na początek kilka komentarzy by nas ucieszyło! :)
W piątek, najpóźniej w sobotę, pojawi się 2 rozdział. Jeżeli nie pojawią się komentarze, będziemy się mocno zastanawiać nad zawieszeniem bloga.
Mamy pomysł, ale niestety nie mamy pewności czy komuś się to podoba.
Zastanówcie się i napiszcie, jeżeli będziecie to dalej czytać, a jeżeli Wam się nie podoba to... też napiszcie :)
Mamy cichą nadzieję, że jednak będą powody abyśmy rozwijały tą historię!
Miłego wieczoru życzymy! :** Reus & Lewa
A teraz, zabieramy się za 2 rozdział, mamy nadzieję, że Was zaciekawi! :)
Ku naszej rozpaczy z powodu, braku jakichkolwiek komentarzy, chcemy się Was zapytać czy wogóle podoba Wam się nasza historia, czy warto dalej pisać?
Wiemy, że to są początki, ale mimo wszystko nawet na początek kilka komentarzy by nas ucieszyło! :)
W piątek, najpóźniej w sobotę, pojawi się 2 rozdział. Jeżeli nie pojawią się komentarze, będziemy się mocno zastanawiać nad zawieszeniem bloga.
Mamy pomysł, ale niestety nie mamy pewności czy komuś się to podoba.
Zastanówcie się i napiszcie, jeżeli będziecie to dalej czytać, a jeżeli Wam się nie podoba to... też napiszcie :)
Mamy cichą nadzieję, że jednak będą powody abyśmy rozwijały tą historię!
Miłego wieczoru życzymy! :** Reus & Lewa
A teraz, zabieramy się za 2 rozdział, mamy nadzieję, że Was zaciekawi! :)
sobota, 18 stycznia 2014
Rozdział I
"Wcale nie trzeba umierać, żeby zacząć nowe życie."
Obudziło mnie stukanie kropel porannego deszczu. Pomimo, że ta pora roku nie rozpieszcza ludzi: depresje, chandry, złe samopoczucie i nie wiadomo co jeszcze, to ja uwielbiam jesień. Tak, tą ponurą jesień. Kiedy inni biegną z parasolkami, aby jak najszybciej znaleźć sie w domu, w cieple, z kubkiem herbaty w ręku i z ulubionymi kapciami na nogach, ja lubię spacerować po kolorowych parkach. Żadna pora roku nie daje nam tylu ciepłych barw. Zawsze mnie zastanawia dlaczego skoro jest to zimna pora roku, otaczają ja ciepłe barwy. Na to pytanie nie znajdę odpowiedzi.
Wstałam z łóżka. Stanęłam przy lustrze i zobaczyłam prawdziwa siebie. Tą, która nie musi nic udawać. Tą Ann. Uśmiechnęłam sie.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i w progu ujrzałam moich Kochanych Dziadków.
-Hej! A co wy tu robicie? - Zaprosiłam ich do środka, witając się.
-Chciałaś tak bez pożegnania nam uciec? - Zaśmiał się dziadek.
-Oczywiście, że nie. Co tam macie w tych torbach. - zapytałam
-A to taki mały prowiant na drogę.
-Ja tam będę leciała 2 godziny, nie miesiąc. - odpowiedziałam, po tym jak zobaczyłam 2 wielkie torby jedzenia.
-Jak zalecisz, będziecie mieli co jeść, wiesz, że Felix uwielbia moje jedzenie.
-No tak z tym muszę się zgodzić.
-A ty tak lecisz? - Zaśmiał się dziadek.
Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie jeszcze piżamy. Włosy, jak zwykle każdy w inna stronę. Cała ja.
-O Matko. Nie zdążę. - zaczęłam panikować i biegać po całym mieszkaniu.
-Zdążysz, zdążysz. Idź szybko się ubrać.
Gdy już wyglądałam, jak przykazano trzeba było zbierać sie na lotnisko. Wsiedliśmy do samochodu. Na szczęście Warszawa jeszcze nie była zakorkowana więc udało nam sie szybko dojechać na miejsce.
Przyszedł czas pożegnania.
Zaszkliły mi się oczy.
-Przecież nie wyjeżdzasz na koniec świata.
-Wiem, ale będę tak bardzo tęsknić.
-Przyjeżdżaj często do nas.
-Obiecuję, jak mogłoby być inaczej.
-No leć już, bo się spóźnisz.
-Niedługo widzimy sie z powrotem. Kocham was.
-My ciebie też.
Po mocnych tuleniach, wzięłam bagaże i ruszyłam na odprawę. Wszystko poszło sprawnie. Już
godzinę pózniej siedziałam w samolocie. Wyjąłam iPoda i słuchawki. Włączyłam Playliste swoich ulubionych piosenek. Samolot zaczął sie wzbijać w górę. Oderwaliśmy się od ziemi. Od mojej kochanej Warszawy, Polski. Zostawiając tu swoich bliskich, leciałam by zacząć nowe życie, w nowym kraju, w nowym mieście, innej kulturze, przy innych ludziach, mówiących w innym języku.
Wszystko tam będzie inne. A dokładnie jakie? No właśnie tego jeszcze nie wiem.
Hej :*
No to mamy 1 :) Jak Wam się podoba?
Prosimy wszystkich o komentarze, których jest mało. Przyznamy szczerze, że trochę, po ilości komentarzy, straciłyśmy wiarę w dalsze prowadzenie bloga. OK ale to dopiero początki, więc zawsze jest trudno.
Jeśli nasza historia Wam się podoba, prosimy o reklamę bloga, gdyż jest to nasz debiut :)
Następny rozdział powinien być ciekawszy, może coś się wydarzy? Ale nie zdradzamy. :P. :)
Więcej dowiecie się w następny weekend.
Do następnego! :*
PS. Polska wygrała z. Norwegią 3-0. Jak na razie dobry początek. Ale nie nastawiamy się na same zwycięstwa lepiej być miłe zaskoczonym, niż rozczarowanym. :)
Pozdrawiamy Reus & Lewa
Obudziło mnie stukanie kropel porannego deszczu. Pomimo, że ta pora roku nie rozpieszcza ludzi: depresje, chandry, złe samopoczucie i nie wiadomo co jeszcze, to ja uwielbiam jesień. Tak, tą ponurą jesień. Kiedy inni biegną z parasolkami, aby jak najszybciej znaleźć sie w domu, w cieple, z kubkiem herbaty w ręku i z ulubionymi kapciami na nogach, ja lubię spacerować po kolorowych parkach. Żadna pora roku nie daje nam tylu ciepłych barw. Zawsze mnie zastanawia dlaczego skoro jest to zimna pora roku, otaczają ja ciepłe barwy. Na to pytanie nie znajdę odpowiedzi.
Wstałam z łóżka. Stanęłam przy lustrze i zobaczyłam prawdziwa siebie. Tą, która nie musi nic udawać. Tą Ann. Uśmiechnęłam sie.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i w progu ujrzałam moich Kochanych Dziadków.
-Hej! A co wy tu robicie? - Zaprosiłam ich do środka, witając się.
-Chciałaś tak bez pożegnania nam uciec? - Zaśmiał się dziadek.
-Oczywiście, że nie. Co tam macie w tych torbach. - zapytałam
-A to taki mały prowiant na drogę.
-Ja tam będę leciała 2 godziny, nie miesiąc. - odpowiedziałam, po tym jak zobaczyłam 2 wielkie torby jedzenia.
-Jak zalecisz, będziecie mieli co jeść, wiesz, że Felix uwielbia moje jedzenie.
-No tak z tym muszę się zgodzić.
-A ty tak lecisz? - Zaśmiał się dziadek.
Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie jeszcze piżamy. Włosy, jak zwykle każdy w inna stronę. Cała ja.
-O Matko. Nie zdążę. - zaczęłam panikować i biegać po całym mieszkaniu.
-Zdążysz, zdążysz. Idź szybko się ubrać.
Gdy już wyglądałam, jak przykazano trzeba było zbierać sie na lotnisko. Wsiedliśmy do samochodu. Na szczęście Warszawa jeszcze nie była zakorkowana więc udało nam sie szybko dojechać na miejsce.
Przyszedł czas pożegnania.
Zaszkliły mi się oczy.
-Przecież nie wyjeżdzasz na koniec świata.
-Wiem, ale będę tak bardzo tęsknić.
-Przyjeżdżaj często do nas.
-Obiecuję, jak mogłoby być inaczej.
-No leć już, bo się spóźnisz.
-Niedługo widzimy sie z powrotem. Kocham was.
-My ciebie też.
Po mocnych tuleniach, wzięłam bagaże i ruszyłam na odprawę. Wszystko poszło sprawnie. Już
godzinę pózniej siedziałam w samolocie. Wyjąłam iPoda i słuchawki. Włączyłam Playliste swoich ulubionych piosenek. Samolot zaczął sie wzbijać w górę. Oderwaliśmy się od ziemi. Od mojej kochanej Warszawy, Polski. Zostawiając tu swoich bliskich, leciałam by zacząć nowe życie, w nowym kraju, w nowym mieście, innej kulturze, przy innych ludziach, mówiących w innym języku.
Wszystko tam będzie inne. A dokładnie jakie? No właśnie tego jeszcze nie wiem.
Hej :*
No to mamy 1 :) Jak Wam się podoba?
Prosimy wszystkich o komentarze, których jest mało. Przyznamy szczerze, że trochę, po ilości komentarzy, straciłyśmy wiarę w dalsze prowadzenie bloga. OK ale to dopiero początki, więc zawsze jest trudno.
Jeśli nasza historia Wam się podoba, prosimy o reklamę bloga, gdyż jest to nasz debiut :)
Następny rozdział powinien być ciekawszy, może coś się wydarzy? Ale nie zdradzamy. :P. :)
Więcej dowiecie się w następny weekend.
Do następnego! :*
PS. Polska wygrała z. Norwegią 3-0. Jak na razie dobry początek. Ale nie nastawiamy się na same zwycięstwa lepiej być miłe zaskoczonym, niż rozczarowanym. :)
Pozdrawiamy Reus & Lewa
piątek, 10 stycznia 2014
Prolog .. :)
Jestem Ann. Pewnie zastanawia was to, ze pomimo mojego nazwiska jestem Polka. Mój ojciec to Portugalczyk, a mama Polka. Starszy brat urodził się w Portugalii a ja w Polsce. Od zawsze uważam się za Polkę, kocham mój kraj, a Portugalia? Łącza mnie z nią tylko korzenie no i rodzice, którzy tam mieszkają. To troszkę skomplikowane, ale zrozumiecie to. Moje życie nie jest usłane różami. Ale przyzwyczaiłam się do tego. Mam przy sobie ludzi, którzy mnie wspierają. Wiem, ze oni zawsze będą ze mną, a ja z nimi. Tak, to prawdziwi przyjaciele. Jestem wielka szczęściara, ze mam ich przy sobie. No może nie tak dosłownie. Jedni mieszkają ze mną, tu w Polsce, a inni tysiąc kilometrów dalej. Ale czym jest odległość naprzeciw przyjaźni, zaufaniu i wsparciu? To tylko kilometry. Nie mam chłopaka. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego? Jak dotąd nie znalazłam mojego ideału. Pewnie teraz myślicie, ze jestem rozwydrzona, nie wiedzącą czego chce od życia dziewczyna. Nie, nie jestem taka. Życie dało mi w kość. nie szukam chłopaka na sile, jak już będzie, to musi być moim przyjacielem, oparciem, aby dawał mi sile. Powiem wam trochę o sobie. Jestem nieśmiała, przywiązuje się do ludzi, nie lubię kłamstw, ciężko odbudować moje zaufanie. Jestem po prostu sobą i nie zamierzam się zmieniać. Moi bliscy akceptują mnie taka jaka jestem. Co chce robić w życiu? Tak, to zabawne ale sama jeszcze nie wiem. Skończyłam studia na UW. Kierunek zarządzanie i marketing. Po tym, zdecydowałam się zrobić MBA. Czy podjęłam słuszną decyzję, tego jeszcze nie wiem. Ale się przekonam. Jutro wyjeżdżam do Niemiec. Mam tam 2 przyjaciół. Jakie losy mnie tam spotkają? Co mnie tam czeka? Czy odnajdę szczęście? Czy spotkam tam miłość swojego życia? Sama chce to wiedzieć. Przeczuwam jednak, ze moje życie może zmienić się o 180 stopni.
Hej :* To znowu my :) Tak przedstawia się prolog .. Mamy nadzieje że wam się podoba :) To do następnego, Pozdrawiamy ;*
P.S. Jak już jesteś to zostaw komentarz :)
wtorek, 7 stycznia 2014
Bohaterowie
Ann dos Santos Aveiro
24 letnia Polka, mająca portugalskie korzenie. Dzieciństwo spędziła na wsi, gdy rozpoczęła naukę w liceum przeprowadziła sie do Warszawy. Mając 16 lat, na wakacjach poznała Niemca. Ich przyjaźń przetrwała do dziś. Z Jego siostra - Cathy sa jak siostry. Pomimo niechęci wyjazdu z jej ukochanego kraju wyjeżdża do przyjaciół, do Niemiec. Siostra piłkarza Realu Madryt Cristiano Ronaldo. Niestety nie ma z nim najlepszych relacji. (główna bohaterka)
Felix Fischer
25 letni Niemiec. Urodził sie w Monachium, lecz wychowywał w Dortmundzie. Ma siostrę Cathy, która jest też Jego przyjaciółką. Lecz ta najlepsza mieszka tysiąc kilometrów dalej, w Warszawie. Gdy ona przeprowadza sie do Dortmundu, wszystko sie zmienia. Życie każdego z 3 przyjaciół zmienia sie o 180 %.
Cathy Fischer
24 letnia Niemka. Urodzona w Monachium, wraz ze swoim bratem i rodzicami przeprowadziła sie do Dortmundu. Pragnie odnaleźć swoją druga połówkę. Co zrobi kiedy miłość nieoczekiwanie na nią spłynie?
Podejrzewając sekret brata, przekonuje swoją przyjaciółkę na przeprowadzkę do Dortmundu.
Mario Götze
24 letni piłkarz Borussi Dortmund. Singiel, wierzący w to, ze spotka w końcu tą Jedyną. Od momentu, gdy Marco Reus, przeszedł do Borussii są jak bracia.
Pewna blondynka, nie mało namiesza mu w głowie.
Marco Reus
25 letni piłkarz Borussii Dortmund. Niemiec, urodzony w Dortmundzie. Ma 2 siostry. Jest bardzo zżyty z Mario. Ma siostrzenca, który jest jego oczkiem w głowie, Niko jest dla niego jak syn. Wciąż czeka na miłość swojego życia, nie wie, że takowa dziewczyna, może mieszkać koło niego, a o istnieniu, której nie ma pojęcia.
Cristiano Ronaldo
Jeden z najlepszych piłkarzy świata, zawodnik Realu Madryt. Ma słaby kontak z Ann ale postanawia to zmienić.
Anna i Robert Lewandowscy
Ona reprezentantka Polski w Karate, on piłkarz Borussii Dortmund. Prawdziwy Dream-Team. Młodzi, zdolni, zakochani. Przyjaźnią się z Marco i Mario.
Niespodziewanie to oni będą wspierać Ann w trudnych momentach.
Hej! ;*Tu dwie szalone dziewczyny Karolina (Reus) i Klaudia (Lewa). Wpadłyśmy na pomysł założenia bloga i tak o to mamy tu dla Was pewną historię :) Mam nadzieję, że Was zaciekawi. Już niebawem pojawi się prolog. Pozdrawiamy :*
PS. Zostawiajcie komentarze! Jeżeli macie jakieś uwagi, prosimy zgłaszać. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)